Tekst ODCINEK 4
był czytany 750 razy
ODCINEK 4
Ta babka piaskowa była wprost niesamowita. Wprawdzie Jacek był przede wszystkim wiernym fanem kruchych ciasteczek posypanych cukrem, wypiekanych przez panią Irminę, ale ta babka. Wprost brakuje słów, jak smakowała.
Gdy była świeża, właściwie nie czuło się, że jest wkładana do ust. Rozpływała się w nich, dając znak o swoim istnieniu rozkosznym smakiem. Delikatnie słodkim. Z nutą czegoś nieokreślonego, co dodawało jej charakteru.Gdy po kilku dniach robiła się kompletnie sucha, nie sposób ją było ukroić, bo każdy jej kawałek rozpadał się na kilka mniejszych. Takich w sam raz na włożenie w całości do ust. W tym stanie dawało się już wyczuć jej obecność poprzez ukłucie suchych ziarenek ciasta. Ale było to tylko mgnienie oka, a potem znów na języku i podniebieniu pozostawał tylko ten rozkoszny smak.
– Pani Irmino, za każdym razem, gdy jem tę pani babkę, to żałuję wszystkich chwil straconych na niepotrzebne przyjemności – Przypadek przełknął ostatni kęs i odstawił talerzyk na stół. – Jaka szkoda, że współczesne kobiety nie potrafią już piec takich cudów.
– Potrafią, potrafią, bezwarunkowo – powiedziała pani Bamber, zastanawiając się w tej chwili nad tym, które liczby skreślić na kuponie lotto. – Tylko akurat nie te, z którymi spędzasz najwięcej czasu, mój drogi chłopcze.
– No cóż, zawsze uważałem się za pechowca, który nie może znaleźć tej jedynej – westchnął ciężko Przypadek.
– A Marzena?
– To już definitywnie skończone, pani Irmino. Powiedziałem o tym nawet matce. Nie ma odwrotu. Poza tym nie wydaje mi się, żeby Marzena była wielbicielką pracy w kuchni nad jakąkolwiek potrawą.
– To kwestia odpowiedniej motywacji, drogi chłopcze. Gdyby nie twoje regularne odwiedziny u mnie, ja również nie miałabym dla kogo piec różnych słodkości. A gdybym nie miała dla kogo, po prostu bym tego nie robiła. Zaś w Marzenie wyczuwam duży potencjał kulinarny.
– Muszę jej o tym wspomnieć – Jacek postanowił dyplomatycznie zakończyć ten wątek rozmowy i zerknął ciekawie na wypełniany przez panią Irminę kupon. – Nie wiedziałem, że pani gra w lotto.
– Bo nie gram. Ale Wojtuś znów ma jakieś kłopoty finansowe, a ja już nie mam mu z czego pomóc. No i jak ostatnio usłyszałam, że ktoś wygrał w Warszawie piętnaście milionów złotych, to sobie pomyślałam, że… Ja wiem, że to głupie, ale przecież nie mogę zostawić wnuka bez pomocy.– Bardzo lubię Wojtka, ale obawiam się, że on jest workiem bez dna. I bez względu na to, ile pani mu da, za jakiś czas będzie potrzebował kolejnych pieniędzy. A wracając do tego, co mówiliśmy o panu Kokoszce.
– No właśnie, mam trochę wyrzutów sumienia, że rozpuściłam te plotki, jakobyś był bliski rozwiązania sprawy. To aresztowanie to jednak dość nieprzyjemna rzecz, bezwarunkowo.
– Zgadzam się z panią w całej rozciągłości. Ale ta sprawa dotyczy morderstwa. A więc to dużo większy kaliber niż te, które do tej pory rozwiązywałem. Mogą być mi potrzebne różne poszlaki, których ja nie mam szans zgromadzić. Dlatego muszę mieć dostęp do policyjnych materiałów ze śledztwa. A to zapewni mi Błażej jako formalny obrońca pana Kokoszki.
– Ale wiesz, on nie ma doświadczenia w sprawach karnych, specjalizuje się raczej w cywilnych.
– To bardzo zdolny facet. Poza tym mam zamiar nie dopuścić do procesu, dlatego nie ma żadnego zagrożenia. No chyba że tego doktora Stasia rzeczywiście zabił pan Kokoszka, czego nie można również wykluczyć.
– Szczerze mówiąc, wątpię. To fanfaron czystej wody, ale przy okazji tchórz nie z tej ziemi. Nie odważyłby się.
– Za to miał motyw. Z jego serialu odchodzi najpopularniejszy aktor, który na swoich barkach dźwigał resztki spadającej oglądalności. Ostatnio śmierć w serialach spowszedniała i raczej nie przyciągnie publiczności. No chyba że będzie to podwójna śmierć. I w serialu, i w życiu. Za jednym zamachem piecze dwie pieczenie. Mści się na aktorze, który nie chciał już u niego grać, a do tego poprawia oglądalność.
– To się udało?
– Tak. Sprawdzałem przez znajomego w firmie badawczej. Wyniki podskoczyły właściwie od razu po zabójstwie, stacja zamówiła kolejny sezon, producent jest uratowany. Bo Miłość i medycyna to w tej chwili jedyna produkcja Kokoszki, od której zależy jego być albo nie być w branży.
– Hmmm. A co z pozostałymi podejrzanymi?
– Oni mają, że tak powiem, po połowie motywacji Kokoszki. Aktorka z serialu, niejaka Serafińska, straciła przez odejście Noskowskiego swoją rolę, więc mogła się chcieć zemścić. Z kolei grający tam ordynatora Zawiałło prawdopodobnie otrzyma za niego rolę w dużej historycznej superprodukcji. To zresztą przemawia na korzyść Kokoszki. Raczej nie mógł nie skojarzyć tych dwóch faktów, więc zabijając Noskowskiego, wiedział, że tym samym straci z serialu drugą gwiazdę, bo wtedy i Zawiałło musiałby niedługo zniknąć z obsady. I straty mogłyby przeważyć nad korzyściami.
– Sam więc widzisz, że to nie Kokoszka. Znam jego rodzinę od lat, to stara, porządna, warszawska familia.
– Rozumiem, ale wciąż to on ma najlepszą motywację i najsłabsze alibi. Przyniósł alkohol i sprawował nadzór nad jego piciem.
– To co masz zamiar teraz zrobić, bezwarunkowo?
– Teraz muszę wynająć pokój w hotelu.
– Jakim hotelu? Wyprowadzasz się?
– Nigdy w życiu. Gdzie by mi było tak dobrze mieszkać jak obok pani? – Przypadek skłonił się i pocałował panią Irminę w dłoń.
– No to po co go wynajmujesz?
– Wyjaśnię to pani kiedy indziej. A teraz pędzę spalić pani nieziemsko pyszne ciasto – Jacek zaczął się rozciągać, jak zwykle to robił przed biegiem.
– Co proszę?
– Polecę porozmawiać z jednym ze scenarzystów tej Miłości i medycyny.
Seweryn Szkudlarek, scenarzysta Miłości i medycyny, bawił się okładką płyty, z której spoglądała na niego posępnie uśmiechnięta twarz Maxa von Sydowa. W tej chwili najchętniej zanurzyłby się w arcyciekawy świat Siódmej pieczęci Bergmana, inspirującej go w czasie pisania scenariusza fabuły, nad którą pracował. Czuł, że bardzo potrzebny jest mu kontakt z długimi, wieloznacznymi ujęciami. I minimalistycznym, prawie nieistniejącym dialogiem, który był jego ideałem. Bardzo żałował, że nie może pracować w niemym kinie, kiedy dialog nie przeszkadzał prawdziwie uzdolnionym twórcom w tworzeniu wspaniałych filmów.
Ale Szkudlarek musiał teraz zaczekać na tę szczęśliwą chwilę, gdy otoczy go zewsząd świat Siódmej pieczęci. Najchętniej pożegnałby swojego gościa, który właśnie robił intensywne wymachy nóg i skłony, rozciągając się po przebytym biegu. Ale zgodził się na tę rozmowę, bo prosił o nią Fredro. Prośbę mógłby wprawdzie zlekceważyć, ale podobno sam Kokoszka wynajął tego detektywa do rozwiązania sprawy śmierci Noskowskiego. A tego scenarzysta już nie mógł ignorować.Zresztą, lepiej będzie wiedzieć, dokąd zmierza śledztwo. To się może przydać.
– Tak, pan Kokoszka był strasznie wściekły na doktora Stasia, że odchodzi – pokiwał twierdząco głową Szkudlarek. – Cały czas liczył, że jakoś go przekona do pozostania.
– W jaki sposób? Noskowski miał już podpisany kontrakt na tę superprodukcję, większość zdjęć miała być kręcona za granicą.
- To nie do pogodzenia…
– No tak. Ale wie pan, są różne metody wyłączenia aktora z serialu, takie maskujące triki.
– Jakie?
– To zależy. Jak na przykład aktor dostaje propozycję z teatru, ale na taką nie za dużą rolę, to po prostu ograniczamy jego wątek. Jak ma być główną gwiazdą spektaklu, to zwykle w scenariuszu wysyłamy go na jakiś czas za granicę, na stypendium, kontrakt czy co tam do bohatera pasuje. Jak ma zagrać coś dużego w fabule, to też różnie bywa. Zwłaszcza że fabuła to zwykle mocno niepewna rzecz, droga w produkcji, przesuwają się terminy realizacji, wszystko się może do ostatniej chwili wywrócić. Dlatego ciężko jest ryzykować całkowitą utratę chałtury w serialu. Zresztą, nie ma takiej potrzeby, bo nawet jak dostało się główną rolę tam, to nie trzeba tu od razu umierać…
– Ale Noskowski chciał umrzeć? – zapytał Jacek, a scenarzysta kiwnął głową. – Dlaczego nie chciał się zgodzić na taki trik?
– Detalicznie to ja nie wiem. Ale on, zdaje się, miał rzeczywiście już strasznie dość tej swojej roli wiecznie dobrego doktora Stasia. Dlatego chciał ją definitywnie zakończyć, trochę jak starożytny wódz, odcinając sobie drogę ucieczki w razie zmiany decyzji o ataku na nowe wyzwania zawodowe – scenarzysta zamyślił się na chwilę. – Dobry tekst, muszę go zapisać – chwycił długopis leżący przed nim na biurku, sięgnął szybko po swój notes, przerzucił kilkanaście kartek i błyskawicznie zaczął pisać. – Zresztą, dlatego Kokoszka był na niego tak wściekły – powiedział po chwili, odkładając notes i długopis. – Chciał go za wszelką cenę zatrzymać w serialu, bo bał się, że bez niego to się wszystko skończy.
– Naprawdę tak wiele zależy od jednego aktora?
– Jak się nie ma nic innego widzom do zaproponowania – powiedział kwaśno scenarzysta, po chwili się jednak zreflektował, że może posunął się nieco zbyt daleko w swej szczerości.
– To znaczy, może to nie tak… To nie jest taki zły serial, w końcu ludzie go oglądają.
– Proszę być spokojnym, gwarantuję panu pełną dyskrecję. Wprawdzie wynajął mnie pan Kokoszka, ale on nie musi się dowiedzieć o naszym spotkaniu. Tak więc niech pan mówi bez obaw.
– Wie pan… Kiedyś Miłość i medycynę produkował ktoś inny. Ja wtedy byłem głównym scenarzystą. Ale zmienił się układ w telewizji i Kokoszka zaczął powoli przejmować tę produkcję, bo miał lepsze dojścia. Zaraz się strasznie zaczął wtrącać w reżyserię i scenariusz, bo uważał, że zna się absolutnie na wszystkim. Chociaż nigdy wcześniej nie robił żadnego serialu. Ja wiem, pan pomyśli, że przeze mnie może przemawiać frustracja. Teraz on jest głównym scenarzystą, a ja tu jestem chyba dlatego, że najlepiej znam wszystkie wątki i bohaterów. A i tak ostatecznie wszystko spada na mnie, bo zwykle to, co on wymyśli, to się dramaturgicznie kupy nie trzyma – westchnął Szkudlarek. – Ale naprawdę nie przemawia przeze mnie frustracja. Liczby mówią same za siebie, od kiedy Kokoszka wziął się za wszystko naraz, oglądalność zaczęła lecieć na łeb na szyję. Ludzie jeszcze lubią jakieś stare postaci i głównie dlatego to oglądają. A doktor Staś był jedną z takich postaci i Kokoszce zależało na jego zatrzymaniu. I szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby on to zrobił. Miał motyw.
– Z tego, co wiem, u pana też by się znalazł jakiś motyw. Dzięki śmierci Noskowskiego podobno ominęły pana jakieś poprawki.
– Niby tak – uśmiechnął się lekceważąco scenarzysta. – Jak mówiłem, Kokoszka wierzył do ostatniej chwili, że uda mu się zatrzymać Noskowskiego. Dlatego przyszedł do mnie i zapytał, czy wymagałoby to dużej liczby poprawek, gdyby doktor Staś jednak nie umarł, tylko w wyniku tych powikłań po katarze zapadł w śpiączkę na jakiś rok. Włosy stanęły mi dęba na głowie, bo musiałbym przez dwa tygodnie nic nie robić, tylko przerabiać scenariusze.
– Ktoś jeszcze wiedział o tych zmianach?
– To miało być w tajemnicy. Ale potem się okazało, że nie do końca tak było. Bo pan Danielewicz to o tym chyba wiedział. No ale Kokoszka ma do niego słabość, mógł mu o tym wspomnieć. Oni się lubią, bo to straszne sknery są. Mówią nawet, że mają tego samego węża w kieszeni. Najchętniej by wszystko za darmo chcieli, a sami się nieźle cenią. Pan wie, że Danielewicz bierze za godzinę prywatnych lekcji aktorstwa nawet tauzena?
- Tani faktycznie nie jest.
– Ale na siebie lubi wydać. W zeszłym roku wywalił dużą bańkę na apartament na takim prestiżowym strzeżonym osiedlu.
– Aha. A kto jeszcze wiedział o tych zmianach?
– Chyba Zawiałło też się w tym orientował. Ale najbardziej zdziwiło mnie, że i Serafińska mnie o to wypytywała. A nasz producent uważa, że to histeryczka i plotkara i im mniej wie, tym lepiej, więc raczej on sam jej tego nie powiedział.
– To skąd mogła wiedzieć?
– Niektórzy podejrzewali, że Serafińska i Noskowski mają romans, więc mogła się dowiedzieć od niego. Ale to mogą być tylko plotki – zastrzegł się Szkudlarek.
– Rozumiem. Dla mnie ważniejsze jest, że Serafińska mogła wiedzieć o ewentualnym pozostaniu Noskowskiego w serialu – zamyślił się Jacek. – To ciekawe. Dziękuję, bardzo mi pan pomógł. Będę leciał.
Szkudlarek spojrzał w ślad za detektywem i pomyślał z żalem, że nie nadaje się on na pierwowzór bohatera czarnego kryminału w stylu skandynawskim, nad którego scenariuszem przemyśliwał już od dawna. Przypadek był zbyt zwyczajny, zbyt lekki i odrobinę sowizdrzalski. Brakowało mu odpowiedniej dawki mroczności, żeby wyjaśnić tajemnicze morderstwo, które tak sprytnie scenarzysta wymyślił.