Tekst ODCINEK 9
był czytany 739 razy
ODCINEK 9
Serafińska miała złe przeczucia i nie chciała przyjeżdżać na to spotkanie. Postawiła sobie nawet pasjansa, żeby sprawdzić, czy powinna to robić. Karty wyraźnie jej to odradzały i ostrzegały ją przed szczupłym szatynem średniego wzrostu. Z całą pewnością nie chodziło więc o Kokoszkę, pozbawionego włosów mikrusa, który ją zaprosił do swojego biura.
Najchętniej kazałaby mu się odwalić, ale formalnie, mimo że nie miała już dni zdjęciowych, jeszcze przez miesiąc pozostawała do dyspozycji producenta Miłości i medycyny. Dlatego musiała przyjechać do biura Kokoszki. Żałowała, że nie może skorzystać przy tym ze swojego pięknego czerwonego auta, którym wyjechała wczoraj z salonu. Nie mogła się powstrzymać przed kupieniem go, rozsądek podpowiadał jej jednak, że jeszcze przez jakiś czas nie może się nim afiszować. Ale nawet idąc do producenta, nie przestawała marzyć o chwili, w której ponownie wsiądzie do swojego samochodu. Tylko choćby po to, by móc poczuć przyjemny dotyk skórzanych siedzeń. Tak, musi tylko jak najszybciej zakończyć to spotkanie.
Serafińska weszła do pokoju producenta bez pukania. Chciała od progu opryskliwie zapytać, po co ją wezwał. Lecz wtedy zobaczyła szczupłego szatyna średniego wzrostu, który siedział na fotelu w rogu pomieszczenia i bawił się trzymanym w ręku staroświeckim melonikiem.
– Dzień dobry, pani Doroto, proszę, niech pani pozna, to pan Przypadek, detektyw, który zamiast mnie prowadzi śledztwo w sprawie śmierci pani kolegi – Kokoszka wskazał na szatyna, który grzecznie skłonił się przed aktorką i pocałował ją w dłoń.
– Miło mi – twarz Serafińskiej wskazywała na narastające mdłości.
– Czyli zostałam wezwana na przesłuchanie? – zapytała z emfazą.
- Na zwykłą rozmowę, na której chciałbym dowiedzieć się od pani kilku rzeczy – uśmiechnął się do niej przyjaźnie Jacek.
– To co pan chce wiedzieć?– Na początek chciałem zapytać, czy popsuł się pani samochód?
– Nic o tym nie wiem – odpowiedziała po chwili namysłu Serafińska, bacznie przyglądając się detektywowi.– To dlaczego przyjechała tu pani taksówką?
– Nie lubię jeździć po mieście w korkach.
– Jest dwunasta, o tej porze jeździ się po Warszawie dość dobrze – Jacek sięgnął po gazetę na biurku. – Poza tym, w wywiadzie udzielonym przed dwoma tygodniami twierdziła pani, że musi się poruszać po Warszawie dziesięcioletnim gratem, a na taksówki panią nie stać. Czyżby niespodziewanie zmienił się pani status majątkowy?
Serafińska poczuła, jak nerwowo zaczyna drgać jej prawa powieka. Tak, karty nie kłamały. Szczupły szatyn średniego wzrostu mógł stać się przyczyną jej poważnych kłopotów. Nie potrafiła odpowiedzieć na jego pytanie, dlatego, dla odwrócenia uwagi, postanowiła zaatakować kogoś innego.
– Po to mnie pan tu wezwał?! – krzyknęła na Kokoszkę. – Po to, żebym musiała wysłuchiwać jakichś idiotycznych pytań?! Nie dość, że pozbawił mnie pan roli, to jeszcze pozwala mnie pan dręczyć pytaniami?! – otworzyła torebkę. – Proszę, może mi pan jeszcze zabierze ostatnie grosze?! – rzuciła na stół portfel wyjęty z torebki. – Może za mało zbiedniałam?! Niech pan zobaczy, jest zupełnie pusty!
– To ciekawe – Jacek obejrzał dokładnie portfel. – Na nic panią nie stać, a kupuje sobie pani drogi skórzany portfel. Portfele tej firmy są warte co najmniej dwa tysiące złotych.
– To zakup sprzed roku – Serafińska wyrwała portfel z ręki Jacka i pospiesznie schowała go do kieszeni.– Sądząc po śladach zużycia, trafił do pani torebki kilka dni temu.
– To prawda, nie używałam go wcześniej.
– Torebki też nie? – Jacek przyjrzał się uważnie stylowej torebce z delikatnej brązowej skóry, którą Serafińska chciała bezskutecznie schować za sobą. – Ona również nie ma śladów używania. A tak na oko jest warta jakieś cztery, a nawet pięć tysięcy.
– Po prostu dbam o swoje rzeczy! – aktorka zasłoniła torbę całym ciałem. Ale Jacek był już zainteresowany czymś innym. – Nie stać mnie na wiele, to dbam!
– Być może. Tylko dlaczego te części pani garderoby, które noszą ślady używania, są znacznie tańszych marek?
– A czy ja się pytam o ten stary melonik, który pan obraca w dłoniach?!
– To pamiątka po moich przodkach.
– Mnie to nie interesuje! I pana nie powinny interesować moje ubrania. Nie mam zamiaru odpowiadać na żadne pytanie więcej!
– Szczerze mówiąc, wiem już wszystko, czego potrzebuję.
– No to bardzo dobrze! – wstała i ruszyła do drzwi. Zatrzymała się przed nimi, odwróciła i powiedziała melodramatycznym tonem: – Żegnam!
Podkomisarz Łoś wściekle spoglądał wkoło. Wszyscy tu poza nim wyraźnie się świetnie bawili. Ba, z trudem powstrzymywali się od śmiechu, patrząc w twarz policjanta. Podkomisarz zerkał na te gęby i jedynie świadomość, że zaraz kogoś z nich aresztuje za morderstwo, powstrzymywała go od czynów, za które sam musiałby zostać aresztowany.
Najchętniej nie uczestniczyłby w tej całej farsie. Ale nie miał wyjścia. Podejrzewany przez niego na początku producent wyszedł z aresztu, zanim z niego cokolwiek wycisnął. Na Serafińską nie miał nic poza motywem. Znalazł wprawdzie pewne poszlaki świadczące o tym, że to mógł być ten Zawiałło, ale nadinspektor Zawada powiedział, że nie zgodzi się na aresztowanie kolejnego znanego i szanowanego człowieka, zanim podkomisarz nie położy przed nim twardych dowodów. A tych dzielny policjant nie potrafił znaleźć. I wtedy nagle zadzwonił do niego ten cholerny Przypadek.
– Chciałem panu podziękować, panie podkomisarzu, za to, że pomógł mi pan odnaleźć mordercę pana Noskowskiego.
– Co?! Jakim cudem?!
– A tego nie mogę, niestety, panu zdradzić, ze względu na dobro śledztwa. Mogę pana jednak zapewnić, że gdyby nie pańska pomoc, na pewno nie dałbym rady.
– To kto zabił tego doktora Stasia?
– To na razie tajemnica. Do jutra.
– Dlaczego do jutra?!
– Bo jutro urządzam specjalne przedstawienie, na które, mam nadzieję, pan wpadnie. To będzie rekonstrukcja morderstwa. Wszyscy zainteresowani potwierdzili swoje przybycie. Jedynie pani Serafińska wymaga specjalnego zaproszenia. Gdyby był pan tak miły…
„Gdyby był pan tak miły”! Bezczelność tego chłystka zdawała się nie mieć granic. Oczywiście Łoś nie musiał spełniać jego prośby i chętnie by tego nie zrobił. Ale koniecznie chciał wiedzieć, w jaki sposób pomógł Przypadkowi! Ta wiedza mogła się przydać, aby w przyszłości nie powtórzyć podobnego błędu. Dlatego policjant zgodził się na plan detektywa. Ale to, czego tamten żądał od niego w tej chwili, przechodziło już wszelkie granice!
– Czy pan mnie słyszy, panie podkomisarzu? Prosiłem, żeby pan się położył w trumnie.
– Co?! Pan kpi sobie ze mnie?!
– Bynajmniej. Chcę odtworzyć ostatnie chwile, zanim zauważono śmierć pana Noskowskiego. Żeby nie zaburzać porządku na sali, musi pan się położyć w trumnie i stamtąd obserwować moje wyjaśnienia. Innej możliwości nie widzę.
– A ja owszem. Zaraz pana aresztuję za obrazę policjanta. A na komendzie i tak pan wyśpiewa, kto jest winny.
– To prawda. Ale wtedy straci pan szansę na to, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób mi pomógł.