Tekst ODCINEK 9
był czytany 793 razy
ODCINEK 9
Wojciech Bamber spojrzał na krew cieknącą z jego nosa na rękę. Wyglądała chyba dość autentycznie, bo uśmiechnął się zadowolony. Na wszelki wypadek rozdarł jeszcze szybko rękaw swojej koszuli i wpadł do apartamentowca przy Koneckiej 37, znajdującego się niemal naprzeciwko kamienicy zamieszkiwanej przez jego babcię. Słaniając się na nogach, podszedł do ochroniarza stojącego za kontuarem portierni i dramatycznie oświadczył:
– Proszę mu pomóc!
– Komu? Co się stało? – zapytał zdezorientowany ochroniarz.
– Napadło na nas jakichś dwóch zbirów. Wyrwałem się, ale tam jest jeszcze mój kolega. Oni go zabiją!
– Ale…
– Proszę się pospieszyć, bo może być za późno!
Zaraz, gdy tylko za ochroniarzem zamknęły się drzwi, Bamber błyskawicznie znalazł się po drugiej stronie kontuaru. Na jednym z czterech monitorów widział ochroniarza, który bezskutecznie rozglądał się po ulicy w poszukiwaniu potrzebującego pomocy kolegi Wojtka. Nie tracąc go z pola widzenia, Bamber zaczął błyskawiczne przeszukiwać szafki. Wciąż jednak nie mógł natrafić na to, czego szukał, i w coraz większej panice otwierał kolejne drzwiczki i szuflady. Bez rezultatu.
– Może w czymś pomóc? – zapytał nagle znany mu głos. Bamber podniósł głowę znad kontuaru i ujrzał uśmiechającego się podkomisarza Łosia.
– Szukam waty żeby zatamować krew – Wojtek z niepokojem spojrzał na starszego aspiranta Smańkę, który trzymał w ręku kasetę.
– Doprawdy? A mnie się wydawało, że raczej czegoś innego.
Łoś uśmiechnął się z wyższością i wymienił ze Smańką porozumiewawcze spojrzenie. Następnie wyjął z ręki podwładnego kasetę i pomachał nią w stronę Bambera.
– Jak tylko zobaczyłem, co jest na tej kasecie, od razu wiedziałem, że spróbuje ją pan zdobyć. Ale my byliśmy szybsi – uśmiechnął się triumfująco Łoś.
– Świetnie pan to wymyślił, panie komisarzu – powiedział Smańko, zapominając, że to on sam spędził długie godziny na przeglądaniu kaset i podsunął przełożonemu właściwe rozwiązanie. Ale Smańko był inteligentnym człowiekiem i wiedział, że każdy podwładny powinien zapomnieć o takiej rzeczy. I wiedział, że nie musi się bać, iż Łoś pomyśli, że starszy aspirant mu się zwyczajniepodlizuje. Każdy bowiem przełożony ma wbudowany w głowę mechanizm, który mądre myśli podwładnych automatycznie zapisuje jako własne, zaś własne błędy czyni automatycznie ich błędami.
– Lata praktyki, Smańko. Bierzcie go.
Starszy aspirant wyjął z kieszeni kajdanki i ruszył w stronę Bambera.
Pomoc Błażeja nie przyniosła tym razem oczekiwanych rezultatów. Choć jak zapewniał Młody Bóg Seksu, był to absolutny wyjątek, i kolejnym razem Przypadek coś na pewno „wyjmie” przy jego pomocy. Nie zmieniało to jednak faktu, że Jacek następnego dnia obudził się sam. No, może nie do końca sam, bo od razu po otwarciu oczu zaczął mu towarzyszyć duży ból głowy. Przypadek przez jakiś czas liczył na to, że „migrena” sama zrozumie, że nie jest mile widzianym gościem, i starał się ją ignorować. Ale ona uparcie łupała go po skroniach.
Jacek musiał w końcu zwlec się z łóżka i zrobić sobie swój ulubiony w takich przypadkach koktajl kofeinowo-przeciwból-wy, którego skład był jedną z najgłębiej strzeżonych przez niego tajemnic. Po jego wypiciu poczuł się od razu nieco lepiej i pomyślał, że krótki spacer w połączeniu ze świeżo zakupionym kefirem powinien całkiem poprawić mu nastrój.
Migrena Jacka okazała się jednak głębsza niż zwykle, dlatego jego koktajl nie pomógł mu na długo. Wracając ze sklepiku, z trudem wspinał się po schodach, starając się nie stukać zbyt głośno obcasami. Na czwartym piętrze, przed drzwiami swojego mieszkania, zobaczył pana Bączka z niewysokim szatynem.
– Dzień dobry – wymamrotał niewyraźnie Przypadek i wyciągnął z kieszeni kurtki klucze, niespiesznie zabierając się do otwierania zamków.
– Dzień dobry – kiwnął mu głową Bączek i zwrócił się do szatyna. – To jak, bierze pan? Jak pan chcesz, to mogę panu pomóc gratis przewieźć te pańskie meble.
– Muszę się jeszcze zastanowić – szatyn podał mu rękę na pożegnanie i ruszył na schody. – Zadzwonię do pana.
– Tylko proszę nie zwlekać – rzucił za nim Bączek. – To świetna lokalizacja! – przechylił się przez barierkę, żeby upewnić się, czy mężczyzna jest już odpowiednio daleko. – To był pana nowy sąsiad.
– To pan tu nie ma zamiaru mieszkać?
– Absolutnie. Traktuję to jako lokatę kapitału. Jestem złotą rączką, znam się na murarce, ślusarce. Kupuję mieszkania w kiepskim stanie, remontuję i wynajmuję.
– Czyli robimy w podobnych branżach. Tylko ja kupuję nowe mieszkania, żeby nie mieć problemu.
– No, to możemy się wymienić doświadczeniami. W sensie kłopotów z lokatorami – ruszył na schody, ale coś sobie przypomniał. – A wie pan, złapali tego złodzieja, co obrobił tę starą babę. Pana też oskarżyła o kradzież?
– Nie
– A mnie owszem. Ślusarz jestem i zamki potrafię otwierać, to widocznie policji pasowało. Całe rano się dzisiaj musiałem tłumaczyć na komisariacie. A, i jeszcze to mieszkanie mi przeszukali – wskazał głową na drzwi od lokalu numer trzynaście.- Dobrze, że ja mam tam tylko gołe ściany, to mi chociaż bałaganu nie narobili, bo z klientem byłem umówiony. Zresztą, ja to nigdy nie miałem szczęścia do sąsiadów. Poprzednie mieszkanie już właściwie wyremontowałem, ale nie zdążyłem ubezpieczyć. No i mnie sąsiad z góry dokumentnie zalał. Mnóstwo pieniędzy straciłem, dlatego teraz wolę mieć wszystkich sąsiadów pod sobą – zanosiło się na dłuższą opowieść.
– I kto ukradł te obrazy?
– Ten jej wnuczek. Gdy wychodziłem z komisariatu, to widziałem, jak go prowadzili w kajdankach. To ja lecę – machnął ręką na pożegnanie.
Jacek otworzył swoje drzwi i dopiero wtedy coś do niego dotarło.
– Panie Bączek! – przechylił się przez barierkę, bo sąsiad był już piętro niżej.
– Co znowu?
– Czy pan zamknął swoje drzwi, bo nie widziałem, żeby pan…
– Gdzie ja mam głowę – Bączek klepnął się dłonią w czoło i błyskawicznie wbiegł na czwarte piętro. – Strasznie jestem roztrzepany, ciągle o czymś zapominam – wyjął z kieszeni klucze i przekręcił zamek w drzwiach swojego mieszkania. – Ale żeś pan to zauważył, chociaż wyglądasz pan na mocno wczorajszego…
– To taka moja stała wada. Za dużo zauważam