Tekst ODCINEK 15
był czytany 762 razy
ODCINEK 15
Pan Roman Bączek już od dobrych dwóch godzin siedział na krzesełku i wpatrywał się w żyrandol w mieszkaniu numer 13 przy ulicy Koneckiej 40. Z każdą minutą był coraz bardziej zrozpaczony i coraz mniej było w nim nadziei, że uda mu się rozwiązać jego tajemnicę.
– Cholera, co on w nim zauważył?!
Wstał z krzesełka, wziął młotek i podszedł do ściany naprzeciwko okna. Puknął w nią kilka razy delikatnie tak, żeby nie zostawić śladu. Odgłos pukania wyraźnie go nie zadowolił, bo skrzywił się niemiłosiernie. Odłożył młotek i przyjrzał się szafie stojącej przy ścianie obok. Schylił się, złapał ją od dołu i usiłował przesunąć w kierunku świeżo opukanej ściany. Zapomniał przy tym, że przecież ostatnio ledwo sobie z nią poradziły trzy osoby. Jęknął więc tylko, szafa nie drgnęła, a on przysiadł na podłodze.
– Co za cholerstwo! Kto dzisiaj jeszcze trzyma takie ciężkie landary!
Znów spojrzał na nieszczęsny żyrandol. Czyżby naprawdę była w nim jakaś wskazówka? Jakaś strzałka, która pokaże, gdzie należy szukać jego tajemnicy? Nie, to chyba niemożliwe. Ten kawałek żelastwa był tu przedtem, nawet go nie dotykał, przez cały remont tkwił na swoim miejscu. A jednak coś w nim musiało być, że ten Przypadek się nim zainteresował.
– Żesz, ja to nie mam szczęścia do sąsiadów.
Ten Przypadek to jest bystrzak. I to spostrzegawczy bystrzak. Wtedy z tymi kluczami zauważył i jeszcze teraz z tym żyrandolem… Mógł sprawić Bączkowi dużo kłopotów. No chyba że on, Bączek, sprawi mu je wcześniej. Tak, trzeba wyprzedzić uderzenie przeciwnika. Bączek sięgnął po aparat telefoniczny stojący na stoliczku obok. Zanim jednak wykręcił numer, wyciągnął z kieszeni koszuli wizytówkę.
O tym, jak bardzo śledztwo w sprawie kradzieży obrazów utknęło w miejscu, świadczyło najlepiej to, jak intensywnie podkomisarz Łoś podkręcał swojego wąsa. W tej chwili duma i chwała dzielnego policjanta właściwie nie traciła kontaktu z jego palcem, wspomagając pracę szarych komórek podkomisarza. A te musiały się w tej chwili naprawdę wysilić. Prokurator Sapkowska nadzorująca śledztwo żądała efektów, grożąc, że nie przedłuży nakazu aresztowania tego Bambera, jeśli nie dostanie jakichś solidnych dowodów. A tymczasem nic nie udawało się znaleźć, zaś podejrzany bezczelnie nie przyznawał się do winy. Jeszcze ten detektyw od siedmiu boleści, ten Przypadek, miał się w to wszystko wmieszać.
„Szlag by to trafił!” – pomyślał Łoś i podkręcił wąsa tak mocno, że aż syknął z bólu.
Na biurku aspiranta Smańki zadzwonił telefon. Zamyślony podkomisarz podskoczył nerwowo na krześle.
– Jak to żona, to mnie nie ma – rzucił do podwładnego.
– Starszy aspirant Smańko słucham… Kto? Aaa, już daję… – zakrył słuchawkę ręką. – Panie komisarzu, ten Bączek do pana.
Smańko podał przełożonemu słuchawkę.
– Łoś przy telefonie. Tak, pamiętam – twarz podkomisarza rozpromieniła się w niespodziewanym uśmiechu. – Co pan powie? To bardzo ciekawe. No cóż, dziękuję za obywatelską postawę.
Podkomisarz oddał słuchawkę Smańce i radośnie zabębnił palcami po blacie biurka.
– Coś ważnego, panie komisarzu?
– Być może. Sprawdźcie mi, Smańko, tego sąsiada Bamber. On mi się coraz mniej podoba.
– Bączka?
– Jakiego Bączka?! Przypadka. Ten gość od początku mnie strasznie irytował. Sam nie rozumiem, jak mogłem nie pomyśleć, że może być podejrzany.
Jacek wracał właśnie z wieczornego treningu, kiedy natknął się przed kamienicą na panią Irminę spacerującą z Widzykową z trzeciego piętra. Pani Bamber aż podskoczyła na jego widok, pożegnała się szybko z sąsiadką i podeszła do Przypadka.
– I jak tam, mój drogi chłopcze? Odkryłeś już coś?
– Na razie nic pewnego. Ale mam przeczucie, że zrobił to Bączek – Jacek otworzył drzwi do kamienicy i przepuścił panią Irminę.
– A nie Gelberg? To bardzo cwany lis, bezwarunkowo. Wojtek sobie przypomniał, że jak zaniósł te rzeczy do niego, to rzeczywiście przypadkiem mu się wypsnęło, że wyjechałam i wrócę dopiero za tydzień.
– Gelberga odwiedził Błażej, sugerując, że jego klienci mogą mieć te obrazy, a Gelberg tym się zainteresował. Gdyby to on ukradł, natychmiast wyrzuciłby Błażeja.
– Czemu?
– Bo już by miał te obrazy, a wizytę uznałby za prowokację. Dlatego zajął postawę wyczekującą, bo nie ma pewności czy Błażeja nie wysłali prawdziwi złodzieje, którzy się dowiedzieli, że on ma kupca. Tak à propos, wie pani, co to za kupiec?
– Pewności nie mam, ale swego czasu interesował się nimi jakiś Klempuch czy jakoś tak. Tajemniczy jegomość. Nikt z moich znajomych go nie zna, a przynajmniej się do tego nie przyznaje. Jak chcesz, mogę spróbować się dowiedzieć o nim czegoś. Przy czym nie wiem, czy to on miał kupić te obrazy przez Gelberga.
– To w tej chwili nieistotne. Wizyta Błażeja była ostatecznym testem. Od razu sądziłem, że Gelberg nie byłby taki głupi, żeby najpierw namawiać panią na sprzedaż, a potem je zwyczajnie ukraść. On miał raczej inny plan.
– Jaki?
– Chciał je podmienić. Od znajomego Marzeny dowiedziałem się, że ktoś zamówił kopie tych obrazów. Po powrocie z krótkich wakacji miała pani prawdopodobnie zastać obrazy wiszące na ścianie i przez długie lata w ogóle nie podejrzewać, że została okradziona.
– A to spryciarz, bezwarunkowo. Więc to Bączek?
– Tak sądzę, bo według mnie te obrazy nie opuściły naszej kamienicy. A najłatwiej je ukryć komuś, kto tu mieszka.
– No ale gdzie on je schował? Przecież on miał tam tylko gołe ściany?
Obydwoje tak bardzo byli pochłonięci rozmową, że dopiero będąc praktycznie pod drzwiami swoich mieszkań, zauważyli, iż ktoś tam na nich czeka. Ktoś bardzo przejęty misją, którą wyznaczył mu jego przełożony. Ktoś, kto od dłuższego czasu niecierpliwie przebierał nogami.
„Strasznie długo go nie ma – martwił się starszy aspirant Smańko. – Podkomisarz będzie niezadowolony, że musi wciąż czekać, żeby go wziąć w krzyżowy ogień pytań. A swoją drogą podkomisarz jest niesamowity. On już po pierwszym spotkaniu czuł, że to ten Przypadek”.
Starszy aspirant Smańko wyprężył się służbiście na ich widok, dając tym samym do zrozumienia, że przygotowuje się do wykonania ważnej czynności służbowej.
– Pan Jacek Przypadek?
– Przecież pan mnie zna.
– Zna, nie zna… Ja oficjalnie muszę wiedzieć, czy pan Jacek Przypadek?
– Nie. Jestem jego bratem bliźniakiem. I co teraz?