Tekst ODCINEK 16
był czytany 783 razy
ODCINEK 16
Fitness club Supermen, należący do byłego znanego sportowca, był miejscem, gdzie w odpowiedniej atmosferze, za odpowiednie pieniądze, śmietanka towarzyska mogła wylewać swoje siódme poty. Śmietanka była przy tym naprawdę wysokoprocentowa i odpowiednio wyselekcjonowana. Bo żeby się tu dostać, nie wystarczyło mieć po prostu kwoty odpowiedniej do wykupienia karnetu. Potrzebnych było również dwóch wprowadzających członków, ręczących, że nowo przyjęty reprezentuje odpowiedni poziom rangi towarzyskiej.
Pani redaktor Anna Sobania nie miała najmniejszego problemu z pozyskaniem wsparcia dwóch członków, dlatego też mogła w tej chwili z rozkoszą trenować na maszynie zwanej orbitrekiem. Choć sądząc po intensywności wymachów jej rąk i nóg oraz zaciętym wyrazie oblicza, można było wątpić, czy wykonuje tylko zwykłe ćwiczenie, czy raczej w myślach masakruje wyimaginowanego przeciwnika. Jeśli tak rzeczywiście było, to ten przeciwnik już powinien zacząć się bać, bo redaktor Sobania bardzo dbała o swoją kondycję i uczęszczała również na różne kursy sztuk walki.
– Wcześnie dziś przyszłaś. Coś się stało? – zapytała niewinnie Malwina Żarska, kładąc obok orbitreka koleżanki swoją sportową torbę. Jej pytanie odniosło tylko jeden efekt: Ania zaczęła mocniej wymachiwać rękami i nogami, co jeszcze przed chwilą mogło wydawać się niemożliwe. – Aż tak? Rozumiem, że wygrałam zakład?
– Na razie… zaliczyłam jedno… nieudane podejście… -wysapała redaktor Sobania, przerywając nagle swoje ćwiczenie.
– Pierwszy raz w życiu.
– Dopiero się rozgrzewam… Zobaczysz, to tylko kwestia czasu… – zeszła z maszyny i obtarła spocone czoło ręcznikiem. – Muszę namierzyć tę jego narzeczoną, Marzenę.
– Po co?
– On chce do niej wrócić. Z czego się znowu śmiejesz?
– On z nią nigdy nie był. Tylko udają.
– Cholera. Czemu mi tego wcześniej nie powie… – chciała wylać swoje żale na redakcyjną koleżankę, ale nagle zrozumiała, że prawda jest jeszcze straszniejsza, niż przypuszczała. – Zaraz, czyli on to zagrał?!
– Na to wygląda.
– No to jeszcze zobaczy, kto jest lepszym aktorem. Ale czekaj, rano w kuchni widziałam u niego jakieś zdjęcie w ramce
– To Basia. Prawdopodobnie jedyna kobieta, którą naprawdę kochał w swoim życiu – uśmiechnęła się smutno. – Zresztą kocha ją chyba cały czas – dodała nie bez nutki żalu i wsiadła na jeden z rowerków treningowych.
– A ona co? Rzuciła go?
– Była alpinistką. Zaginęła osiem lat temu podczas wyprawy w Himalajach. To znaczy, pewnie wpadła w jakąś rozpadlinę i zginęła. Ale ciała nigdy nie znaleziono, więc oficjalnie jest zaginiona – Malwina zaczęła refleksyjnie pedałować. – Myślę, że to dlatego żadna kobieta nie ma u niego szans.
– Bo tamta zginęła?
– Nie. Bo on ciągle wierzy, że ona żyje.
Podkomisarz Łoś z wielką uwagą wpatrywał się w herbaciane fusy, które przecudnie krążyły wokół osi szklanki, przypominając małe tornado. Oblizywał przy tym łyżeczkę, którą wywołał to zamieszanie, i swoim zwyczajem bębnił palcami w blat biurka.
– Długo będziemy jeszcze obserwować, czy cukier się odpowiednio rozpuścił? – zapytał go siedzący naprzeciw Przypadek.
– Pan się denerwuje? – odpowiedział pytaniem podkomisarz, nie odrywając przy tym wzroku od szklanki.
– Nie. Dlaczego miałbym się denerwować?
– Został pan przyłapany przez naszego funkcjonariusza na podawaniu się za kogoś innego.
– Rzeczywiście, zapomniałem – Jacek półprzytomnie rozejrzał się po pomieszczeniu. – Mam problemy z pamięcią. Właściwie co ja robię tu w tym stroju? – Przypadek ze zdziwieniem spojrzał na swój sportowy ubiór.
– Proszę ze mnie wciąż nie kpić, bo to nie wyjdzie panu na zdrowie – zdenerwował się podkomisarz Łoś. – Jest pan oficjalnie przesłuchiwany i dlatego to ja mogę zapytać, co pan robi w tym stroju. A jeśli pan mi nie odpowie, mogę pana zatrzymać za utrudnianie śledztwa. Rozumiemy się?
– No.
– To co pan robi w tym stroju?
– Pewnie to pana zdziwi, ale biegam. Szykuję się do startu w maratonie.
– Bieganie to dobry pomysł – podkomisarz zatrzymał łyżeczkę i oderwał wzrok od szklanki, przenosząc go na przesłuchiwanego. – Bawienie się w detektywa dużo gorszy.
– Pomagam sąsiadce.
– Po co?
– Może odkryłem w sobie powołanie do bycia detektywem?
Podkomisarz Łoś nakręcił sobie wąsa na palec wskazujący prawej ręki. Ten Przypadek go coraz bardziej irytował, a policjant nie mógł go w żaden sposób rozgryźć. Odpowiadał bezczelnie, ale na tyle sprytnie, że w razie czego tak naprawdę Łoś nie mógłby mu niczego zarzucić. Tak jakby był przyzwyczajony do wyprowadzania w pole stróżów prawa! Ciekawe tylko, jak nabył takie doświadczenie…
– Z czego pan właściwie żyje?
– Mam cztery mieszkania, które wynajmuję.
– A skąd je pan ma?
– Różnie. To, w którym mieszkam, odziedziczyłem po babci, drugie dostałem w prezencie od moich rodziców za zdanie na studia, inne zapisała mi ciotka w spadku.
– Ale za dużo pan chyba na tym wynajmie nie zarabia?
– Pan mnie o coś podejrzewa?
– Nie, tylko się zastanawiam, dlaczego nas pan tak ochoczo poinformował o tej kamerze z apartamentowca? Może chciał pan odsunąć od siebie podejrzenia?
– Bączek to panu podpowiedział?
– Dlaczego pan tak uważa? – ton głosu podkomisarza Łosia stracił nieco na pewności.
– Bo sam by pan na to nie wpadł.
– Czy pan mnie obraża?
– Raczej pomagam złapać złodzieja. Bo te obrazy ukradł Bączek i to jego powinien pan tu przesłuchiwać.
– Ma pan na to jakieś dowody?
– Na razie nie, ale jak tylko je znajdę, zadzwonię do pana. Bo po naszej rozmowie już nie mam wątpliwości, że to on jest złodziejem. Mogę już iść, czy chce mi pan postawić jakieś konkretne zarzuty?
– Spieszy się pan gdzieś?
– Kolega obiecał, że mi dziś pomoże wyjąć jakąś dziewczynę. Sam nie mogę na zbyt wiele liczyć, więc nie chciałbym tracić okazji.
Łoś przez chwilę zastanawiał się, jak odpowiedzieć na kolejną kpinę. W końcu, nie znajdując odpowiednich słów, uznał, że wdawanie się w pyskówki z podejrzanym nie licuje z jego godnością. Dlatego kiwnął przyzwalająco głową i odprowadził wzrokiem wychodzącego Jacka. Kiedy Przypadek wyszedł, podkomisarz spojrzał na starszego aspiranta.
– Smańko, czyja mu coś podpowiedziałem?
– Nie zauważyłem.
– To co on gada, że po naszej rozmowie ma pewność, że to ten Bączek?
– Może blefuje?
– Tak. Pewnie blefuje, żeby zyskać na czasie. Ale ja w końcu się dowiem, jak on ukradł te obrazy, i wsadzę naszego pana detektywa za kratki.