Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Bez nich strona nie będzie działała poprawnie. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.
42044 osoby czytały to 593341 razy. Teraz jest 19 osób
      19 użytkowników on-line
     Tekst SKRZYPIENIE
     był czytany 1169 razy

SKRZYPIENIE

   
Pyta pan, panie komisarzu, jak się tu znalazłem? Dobre pytanie, sam chciałbym to wiedzieć, nie wszystko pamiętam. W tamten poniedziałek obudziłem się rano i pomyślałem, że to będzie bardzo przyjemny dzień. Słonko świeciło, ptaszki śpiewały za oknem...
Chce pan wiedzieć, czemu to się stało? To przez to skrzypienie. Jak je pierwszy raz usłyszałem, akurat się goliłem. Nie, nie przestraszyłem się. U mnie w mieszkaniu drzwi zawsze skrzypiały, jakoś nigdy nie miałem czasu ich naoliwić. Ale jak wyjrzałem z łazienki, to zobaczyłem, że wszystkie są zamknięte. Dokładnie sprawdziłem, aż mnie to zdziwiło, bo jednak zwykle któreś są uchylone. Nie, okna mam nowe, one nie skrzypią.
Potem, jak tylko zrobiłem sobie kawę, znów usłyszałem to skrzypienie. Było zbyt wyraź-ne, żeby mogło pochodzić spoza mojego mieszkania. Zacząłem trochę podejrzewać podłogę, bo ona też stara i drewniana. No ale w końcu podłoga skrzypi, jak ktoś po niej stąpa, a ten od-głos z pewnością nie dobiegał spod moich stóp. Trudno było właściwie powiedzieć, skąd po-cho-dził. Miałem wrażenie, że z nade mnie, ale ponad moim mieszkaniem jest tylko dach, więc nie ma co skrzypieć.
Zapewniam pana, panie komisarzu, że się nie bałem. Może, gdyby była noc, to rzeczywi-ś-cie bym się przestraszył. Ale dzień dopiero co wstał, siadałem do pracy... bo ja w domu pra-cu-ję, piszę różne teksty, czasem do gazet, czasem do reklamy. Dlatego musiałem coś zrobić z tym skrzypieniem, bo się nie mogłem po prostu skupić. Resztkę margaryny wziąłem i nasmaro-wa-łem nią wszystkie zawiasy w drzwiach, nawet w tych wejściowych. Ale ten odgłos wciąż się pojawiał. Dlatego wziąłem po prostu notatnik i poszedłem pisać na ławkę, do parku. Na szczęście rano jest tam niedużo ludzi.
Wróciłem do domu po południu. Musiałem „przeklepać” tekst na komputer i wysłać do agencji reklamowej. Ledwo usiadłem przed ekranem, skrzypienie znów się odezwało. Tym razem nie miałem wyjścia, musiałem je pokonać. Kawiarenka internetowa nie wchodziła w grę. Tam wiecznie siedzi jakaś banda gówniarzy, która gra ze sobą „w sieci”, cały czas na siebie wrzeszcząc. Chwili spokoju nie ma.
Ale teraz i w domu makabra. Co nacisnę klawisz, to wkoło słychać takie skrzypienie, jakby ktoś otwierał zamknięte od stu lat drzwi. Zacząłem myśleć, że to ja świruję. Chciałem nawet wyskoczyć do któregoś sąsiada i zapytać, czy też to słyszy, ale w mojej kamienicy tylko ja pracuję w domu, a reszta jest w swoich firmach.
Wtedy wpadłem na pomysł z watą w uszach. Pomyślałem, że jeśli to tylko w mojej głowie, to wata nic nie pomoże i będę musiał jak najszybciej udać się do lekarza. Lecz o dziwo „zatyczki” podziałały i już tylko dobiegały mnie ledwo słyszalne skrzypnięcia.
Tak wytrzymałem jakoś do wieczora. Chciałem pooglądać telewizję więc musiałem wyjąć zatyczki. Znów strasznie skrzypiało. Zapytałem sąsiada, czy też słyszy to głośne skrzy-pienie. Odpowiedział, że nie, a w ogóle, to dziwi go strasznie, że mi przeszkadza jakiś hałas. Bo widzi pan, panie komisarzu, ja czasem urządzam w swoim domu dość głośne imprezy i tam się leje sporo alkoholu... Co? Narkotyki? Nie. Sąsiedzi panu powiedzieli? A właściwie, w mojej obecnej sytuacji to nie ma już znaczenia. Przyznaję, czasem były też jakieś narkotyki
To skrzypienie trwało tak trzy dni i zaczynałem myśleć o zmianie mieszkania. Ale wtedy skrzypienie wyszło ze mną na zewnątrz. Było wprawdzie mniej dokuczliwe, bo zagłuszały je hałasy miasta, ale nie odstępowało mnie właściwie na krok. Szło zawsze tuż obok. Poszedłem do lekarza, ale on tylko skierował mnie na badania i nie potrafił nic pomóc.
Dobrze, że miałem chociaż mały azyl. Gdy byłem ze znajomymi w klubie i trochę wypiłem, to znikało. Przestawałem mieć ten okropny tik... Chce pan wiedzieć, jaki tik? Podobno przerażający. Niektórzy uważali, że wariuję. A ja po prostu co chwila słyszałem skrzypienie i już mnie od tego głowa bolała. Dlatego tak się okropnie wciąż krzywiłem.
Tak, wczoraj też byłem w klubie. Poznałem jakąś dziewczynę i wróciłem z nią w środku nocy do mojego domu. Pyta pan czy to tamta? Tak, to chyba ona, chociaż trudno mi ją rozpoznać. Dlaczego ją zabiłem? I tak mi pan nie uwierzy, ale powiem. To skrzypienie było w niej. Naprawdę. Przedtem słyszałem je wszędzie i nie mogłem go zlokalizować. Ale gdy ona do mnie przyszła, skrzypienie skupiło się w niej. Było z nią, gdy rozbierała się w łazience, było, gdy przechodziła przez pokój, a potem razem wskoczyli do mojego łóżka. Nie wytrzymałem, zacząłem ją dusić i krzyczeć „Przestań skrzypieć!”.
Kiedy skończyłem, a ona leżała już martwa, skrzypienie ustało. Nie ma pan pojęcia, co to za ulga. Ale trwała najwyżej kwadrans. Wtedy usłyszałem je ponownie, bardzo niewyraźne i tym razem dochodzące z daleka. Najpierw cichutkie, potem wspinało się po schodach, było coraz bliżej, aż stanęło pod moimi drzwiami. Sam pan rozumie, panie komisarzu, że nie mogłem mu pozwolić zbliżyć się do mnie. Wyciągnąłem pistolet i stanąłem naprzeciwko drzwi. A ono bezczelnie się do nich dobijało i krzyczało: „otwierać!”. Wiedziałem, że się przed nim nie schowam i muszę się z nim zmierzyć twarzą w twarz. Dlatego otworzyłem.
Dalej już pan wie. Po drugiej stronie stał pan komisarz, strzeliliśmy do siebie równocześnie. Przez to leżymy teraz razem w tej kostnicy.
Nie, nie mam do pana komisarza pretensji, za to, co się stało. Właściwie, to się cieszę. Nie ma pan pojęcia, jaka to ulga nie słyszeć tego skrzypienia.

Komentarze czytelników